Na nasze ekrany trafia interesujący zestaw - Mistrzowskie Debiuty – dwa czeskie filmy – jeden to film krótkometrażowy, drugi średni metraż. Zlepione razem tworzą interesującą propozycję na wieczór w kinie. A to dlatego, że są to debiutanckie utwory dwóch najbardziej znanych i cenionych u nas czeskich reżyserów – Petra Zelenki oraz Jana Sveraka. A to nie wszystkie podobieństwa: obydwa filmy utrzymane są w poetyce mockumentary, czyli fałszywego dokumentu.
Niestety główne danie w tej uczcie czeskiego kina jest już mniej smaczne, bo raz, że odgrzewane, dwa, że jakby mdłe na tle twórczości Zelenki. To pierwsze mockumentary tego reżysera, podobnie jak Rok Diabła traktuje o grupie rockowej. I tym razem grupa jest prawdziwa, a fakty na jej temat zmyślone. Zelenka opisuje Mnagę - zespół składający się z pięciu muzyków wyłonionych z castingu i nawarstwia niemożliwe historie oraz mity wokół niego. Band powołał do życia koncern muzyczny BGM (nietrudno zgadnąć do czego pije Zelenka), w którego nowo otwartej czeskiej filii na stanowisku dyrektora kreatywnego zasiadł niespełniony reżyser teatralny. Doszukał się on luki w rynku, zaordynował casting i zebranym w ten sposób muzykom kazał śpiewać poezję terapeutyczną napisaną przez narkomana na odwyku. Psychodeliczne teksty, do których muzykę stworzył Ivan Kral (autentyczny proto-punkowy muzyk zespołu MC5 i punkowy akompaniator Patti Smith) dały razem coś w stylu rocka z punkową nutą. Wytwórnia próbowała ubierać chłopaków w mundurki na wzór zespołów z lat 60. (Beatles, Beach Boys). Pierwsze kostiumy (m.in. w stylu gotów) nie chwyciły, ostatecznie zadziałało przebranie marynarskie, w którym grupa zaczęła święcić sukcesy. Jak się okazało – i tu jest pies pogrzebany – szalejącej publice nie przeszkadzał fakt, że Mnaga to tzw. sztuczna grupa, nie przeszkadzał im fakt, że muzycy podczas koncertu myśleli tylko o tym, żeby napić się kawy, że mieli gdzieś cudze przeżycia i uczucia, które wyśpiewywali. A to dlatego, że – jak słyszymy w filmie – publiczność była równie sztuczna, co zespół. Niezbyt to odkrywcze, nawet jak na rok 1996 i debiutancki film. Sama egzekucja tematu nie budzi zastrzeżeń. Widać tu talent Zelenki do tworzenia barwnych mistyfikacji i jego wyczucie komizmu rzeczywistości oraz nerw w prowadzeniu narracji – słowem całe to instrumentarium, które w przyszłości zaowocuje dziełem wybitnym, jakim niewątpliwie jest Rok Diabła. I właśnie jako brakujący fragment szerszego kontekstu, niezbędna dla badaczy twórczości reżysera debiutancka praca może być ciekawym obrazem. Dla przeciętnego widza, który spodziewa się czegoś w rodzaju Opowieści o zwyczajnym szaleństwie seans będzie rozczarowujący. Chyba, że – tak jak recenzentkę – uwiodą go Ropojady.