Kjell Ola Dahl to nestor skandynawskiego kryminału, a zarazem facet zdolny nadwątlić solidną konstrukcję wzniesioną na pięciuset stronach. Bynajmniej nie mam na myśli zakończenia. Ono akurat jest bardzo w porządku i wynika z doskonale rozplanowanej intrygi. Bohaterowie są pełnokrwiści. Motyw złoczyńcy zasługuje przynajmniej na zrozumienie. Zwracają uwagę żywe, energetyczne dialogi zdradzające komediowe zacięcie autora. Wszystkie te elementy zostały osłabione za sprawą nieznośnego efekciarstwa: Reidar nie może się zwyczajnie pokłócić, musi jeszcze psa kopnąć. Zamiast wspominać bolesną przeszłość, płaci aktorce, aby ją przed nim odtwarzała. Złoczyńca koniecznie musi założyć maskę i tłumaczyć policjantom dlaczego zrobił to, co zrobił w długim, kwiecistym monologu. Dwóch wprawnych gliniarzy, prawdziwych asów, przez trzysta stron nie może się domyślić, że napis na ciele denata prowadzi do cytatu z Biblii. Takich kwiatków jest tam więcej. Gdyby Kjell Ola Dahl był komikiem, zapewne opowiadałby publiczności wyśmienite dowcipy, a potem obrywał tortem i wywracał się na bananie.
Detektyw Gunnarstrada został wyposażony w zestaw cech mających za zadanie wzbudzić automatyczny odruch sympatii w czytelniku, coś w rodzaju literackiego ekwiwalentu osłaniania twarzy, gdy na nią spadamy. Rzeczywiście, działa. Jest uparty, sentymentalny tam gdzie trzeba, inteligentny, lecz nie nachalnie, doskonale wyczuwający ludzi i uroczo nieśmiały względem kobiet, ma też konieczną skazę w postaci nikczemnego wzrostu. Sam polubiłem go z innego powodu, otóż Gunnanstrada pali. Więcej nawet, nieustannie kopci szlugi, nie zwracając uwagi na zakazy i głośne protesty, nawet jeśli takowe wydaje bezpośredni przełożony. Dzieje się to w restrykcyjnej Norwegii! Być może wydawnictwo Czarne powinno umieścić na następnej książce o Gunnanstradzie stosowne ostrzeżenie: KRYMINAŁ TYLKO DLA PALĄCYCH.
Mężczyzna w oknie jest kolejnym kryminałem zbudowanym na traumie Skandynawów związanej z II wojną światową. Mankel w Powrocie nauczyciela tańca opracował Szwedów, tu mamy Norwegię, jakby nie było, kraj Quislinga. Tajemnica śmierci starego antykwariusza sięga do czasów, kiedy to naziści urzędowali w Oslo. Ktoś kolaborował, ktoś inny zdradził, ktoś wreszcie próbował przeżyć. A jednak – pół wieku od końca wojny dylematy okupacyjne pozostają żywe.
Tę żywotność symbolizuje nagi trup na wystawie, umieszczony niczym kolejny eksponat.