Mieszkańcy Ameksyki wyobrażają sobie Santisimę Muerte, Najświętszą Śmierć, jako zakapturzonego kościotrupa z kosą. Jej głowę niekiedy zdobią wieńce. Ustawiana przy drogach, w załomach, na skrzyżowaniach, obserwuje świat pustymi, ciemnymi oczodołami. Mieszkańcy Ameksyki zwykli palić świece pod jej posążkiem, a ona patronuje tej nieszczęśliwej ziemi, nie okazując żadnej litości, zresztą nikt jej o litość nie prosi.
Przed oczyma Najświętszej Śmierci kobiety są porywane, torturowane przez wiele dni, a następnie zabijane z jednego tylko powodu – są kobietami i służą tylko do tego, aby sprawiać przyjemność. Ich ciała, często okaleczone nie do rozpoznania, porzuca się w przypadkowych miejscach. Nikt nie przeprowadzi rzetelnego śledztwa w sprawie tych zgonów, tak samo jak nikt nie reaguje na widok dziewczyny wciąganej przemocą do samochodu.
Najświętsza Śmierć spogląda spokojnie na bandytów przebranych w mundury żołnierskie, jak przeprowadzają swoje krwawe porachunki. Zresztą, prawdziwi żołnierze również robią na drugą zmianę w służbie karteli narkotykowych, toczących ze sobą nieustającą wojnę. Kartel ogarnia wszystko i nikt nie jest wolny od jego zasięgu: nauczyciele, policjanci, narkomani, lumpy, dziwki, sędziowie i filantropi, słowem wszyscy mogą zostać kupieni, sprzedani i wyrzuceni na śmietnik. Gospodarka zwija się i rozwija pod wpływem strumienia nielegalnych pieniędzy. Spokojniejsi mieszkańcy Ameksyki boją się wypowiadać na głos nazw najkrwawszych gangów, zadowalając się pierwszą literą, jakby w obawie przed ściągnięciem na siebie klątwy, jakby to było imię demona.
Chłodne oczodoły Najświętszej Śmierci obracają się ku chłopakom, którzy pragną zostać gangsterami, jak i samym gangsterom. W Ameksyce, zwłaszcza po południowej stronie granicy oznacza to znaczący awans społeczny i pierwszy stopień w karierze. Najpierw sprzedajesz na ulicy, potem dostarczasz towar, na końcu zabijasz i wreszcie są prawdziwe pieniądze. Modne ubrania spełniają funkcję dystynkcji oficerskich. Im droższa koszula, tym wyższy stopień.
Najświętsza Śmierć przesuwa oczy po dziwacznej procesji, w skład której wchodzą narkomani, mordercy, dziwki i dziady w pampersach, wszyscy bez wyjątku uzależnieni od narkotyków. Pewien pastor, ocalony cudem z piekła Ameksyki, próbuje ów cud powtórzyć wobec tej grupy. Póki co, dba o trzeźwość, wyprowadza ich na spacery, a oni śpiewają, cieszą się, płaczą i krzyczą, że chcą pozabijać swoje matki.
W większości miejsc na świecie – także tych przepełnionych okrucieństwem – trup jest rzeczą wstydliwą, wymagającą ukrycia. Morderca chowa ciało człowieka, którego zamordował. Masowi mordercy zwykli nakazać wykopanie zbiorowego grobu lub rozpalali krematoria z tego samego powodu. W Ameksyce okaleczone ciała są porzucane lub nawet umieszczane w widocznym miejscu, jako jasny komunikat, jako ostrzeżenie.
Cóż, pozostaje nadzieja, że Ed Vulliamy makabrycznie przesadza, a przynajmniej jest jednostronny. Mocna rzecz.