Pierwsze kilkadziesiąt stron, gdzie skutecznie zgromadzono wiadomości obiegowe, ratuje głównie warsztat literacki autora, obdarzonego rzadką zdolnością uprawiania anegdoty. Tak zwane mięso zaczyna się tam, gdzie zwykle, czyli od wojny i tego co po wojnie – kiedy Miedzianka, wraz z resztą Dolnego Śląska znalazła się w Polsce. Rejon od zawsze przyciągał górników, ale trzeba było ruskich, żeby pokłady uranu zostały znalezione. Przyjechali geologowie, a za nimi tłumy, znęcone perspektywą poniemieckiego dachu i dobrej roboty na kopalni. Uran, złośliwy z natury – pylica, i tak ciężka, w tym wypadku okazuje się szczególnie niebezpieczną chorobą – dopiero tutaj ujawnia swój paskudny charakter. Rozmieszczenie ogromnych pokładów rudy blisko powierzchni sugeruje bogate złoża. Jest zgoła inaczej. Kolejne odwierty przynoszą rozczarowanie. A wieś powyżej, zaczyna się zapadać.
Można zapytać – a kogo obchodzi wieś, która zniknęła? Niejedna Miedzianka przepadła. Ale przecież nie o wieś tutaj chodzi. W losach Miedzianki skupia się historia ziem odzyskanych: mamy wielką nadzieję, z którą przyjechali tutaj nowi mieszkańcy oraz wściekłość przepędzonych gospodarzy. Jest sprytny akowiec, zdolny wywinąć się z każdej pułapki zastawionej przez służby bezpieczeństwa, młoda dziewczyna nieustannie unikająca śmierci, konfidenci penetrujący kopalnie, robotnik pobity na śmierć w ubeckiej dziupli. A także zdrady, miłości, dzieci wynoszące z grobów szable i napierśniki. Kupują wino rodzicom i bawią się w pobliżu zasypanego stawu, gdzie sowieci ukryli trupy.
Krzyże przyglądają się temu wszystkiemu. Krążą opowieści o duchach nawiedzających okoliczne lasy i szyby kopalniane. Dzieci same przebierają się za upiory. A domy zaczynają śpiewać. Przejmujące zawodzenie pękających ścian i kruszejących fundamentów da się słyszeć szczególnie nocą, kiedy nikną inne dźwięki. Będzie tak wyło, aż wszyscy się nie wyniosą, przeklinając kobietę, która tę przeprowadzkę zorganizowała. Piszę o tym sentymentalnie, bo i Filip Springer nie obawia się sentymentu. Wręcz przeciwnie. Miedzianka… kipi od emocji, nad którymi dominuje nastrój nostalgii i żalu, że człowiek wobec historii jest niczym.
Nic, tylko kręcić.
Miedzianka. Historia znikania została przynajmniej częściowo sfinansowana przez Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Rzadko zdarza się, aby pieniądze podatnika wydawano w tak satysfakcjonujący sposób.