Jedna z najbardziej wstrząsających i fascynujących rozmów związana jest z osobą Wojtka Jagielskiego – człowieka, który relacjonował najważniejsze wydarzenia polityczne przełomu wieku na całym świecie. Jagielski był m.in. w Czeczenii, relacjonował rozpad rosyjskiego imperium, załamanie się apartheidu w RPA oraz upadki dyktatorów w Afryce i Azji. Stąd też jego wypowiedzi o współczesnych reporterach uznać możemy za ważną, choć gorzką refleksję o tym, co stało się ze środkami masowego przekazu i z ludźmi, którzy je tworzą. Jagielski mówi bez ogródek: Żyjemy w kłamstwie rozpowszechnianym przez tych, którzy kłamać nie powinni. Czuję się coraz luźniej związany z tym środowiskiem. Nie lubię dzisiejszego dziennikarstwa. Dlaczego jest tak źle? Przede wszystkim dlatego, że dzisiejsi dziennikarze, jak twierdzi Jagielski, bardziej skupieni są na promocji własnej osoby niż na rzetelnym przekazywaniu faktów. A tu, jak w żadnym innym zawodzie, konieczna jest rzetelność, sumienność i przyzwoitość. Oraz umiejętność nawiązania relacji z człowiekiem. Bo nie każdy potrafi otwarcie rozmawiać z ofiarami morderstw etnicznych lub przeprowadzać wywiad z mordercą i tyranem. Jagielski mówi właśnie o tych sprawach, pokazując, jak bardzo zawód reportera różni się od klasycznego dziś dziennikarstwa telewizyjnego, w którym dominują krótkie, często kilkusekundowe wypowiedzi bohaterów, z których niewiele się dowiadujemy, a które służą do potwierdzenia tezy wcześniej postawionej przez dziennikarza. Praca reportażysty jest zupełnie inna, bo tu historia buduje się na poczekaniu i często pochłania jej twórcę.
Wspomina o tym również inny wybitny reportażysta Wojciech Tochman, autor takich książek jak: Dzisiaj narysujemy śmierć, Jakbyś kamień jadła i Bóg zapłać. W rozmowie z nim padają słowa: Subiektywizm to wielka zaleta reportażu, podstawowa cecha. Jestem przekonany, że reporter ma prawo powiedzieć czytelnikowi wprost, co myśli […] W tej chwili trzeba nazywać sprawy po imieniu, a nie bawić się w subtelne opisy świata. […] Natłok informacji o ludzkim cierpieniu jest tak wielki, że to cierpienie się dewaluuje. […] Więc chcę pisać tak, by czytelnik stracił apetyt. By go zabolało, by poczuł strach, mróz lub smród. Żeby się porzygał albo popłakał z bezradności. A więc nie czysty obiektywizm, ukrywanie się autora za stworzoną historią, tylko szczera, otwarta, intymna, a przez to subiektywna opowieść, która ma czytelnikiem wstrząsnąć, zatrzymać w biegu. Podobne wnioski płyną z innych opowieści polskich reportażystów, którzy, aby napisać wciągającą, dobrą książkę lub artykuł, muszą przekroczyć granice obiektywności, czyli zbliżyć się do swojego bohatera, zacząć żyć jego życiem, odczuć jego ból, strach i bezradność.
Dlatego z lektury Reporterów bez fikcji płynie bardzo ważna lekcja dla młodych adeptów zawodu: bycie dziennikarzem to nie brylowanie na bankietach i konferencjach lub prezentowanie się w telewizji w porze najlepszej oglądalności. To trudna, wymagająca poświęcenia robota, w której liczy się nie autor lecz bohater; prawda o świecie, a nie „podkręcone” fakty; prawdziwe łzy, a nie sztuczne emocje.