Facet, na którym mi zależy, potraktował mnie jak kumpelę, której warto dać dobrą radę na resztę życia: podobno mam "olewczy" stosunek do związków. Spuścił mnie na bambus, sugerując, że "zaliczam", a potem porzucam – nie wiem, skąd mógłby powziąć taką opinię, gdyby mu ktoś w tym nie pomógł. O tyle to dziwne, że z nikim jeszcze tak naprawdę nie byłam, jestem dziewicą. Odnoszę wrażenie, że ktoś mi zrobił kiepski PR.