Dopadły mnie wątpliwości. Czy właściwie żyłam, nie popełniłam kardynalnych błędów wobec siebie? Lub, co gorsza, wobec bliskich, ukochanych? Słyszałam nie raz, że dobrocią też można zatruć, zagłaskać na śmierć. Czy nie poradziłabym sobie bez męża, nie znalazłabym nowego? Może mąż byłby szczęśliwszy bez nas – zakładając dom z inną kobietą? Może niepotrzebnie go zatrzymałam, zamiast puścić wolno? Kazałam żyć w rozdarciu i poczuciu nieuczciwości, rozdwojenia. Ta niepewność coraz częściej nie daje mi spokoju.