Jestem zmęczona nie tyle faktem samotności, ile jej nachalną propagandą. Nie dość, że moje życie to 10 godzin „satysfakcjonującej” pracy, raz w tygodniu manikiur albo solarium, a potem powrót do pustej kawalerki i „kulturalny” wieczór z książką lub filmem, to jeszcze wystarczy otworzyć przysłowiową puszkę sardynek, a wyskakują stamtąd single i ich piewcy: a to turystyka dla singli, a to catering, kluby, styl życia. Bycie samemu okazuje się panaceum na wszelkie problemy. Kto wymyślił taką bzdurę, że może w tym być coś fajnego?