Bywają wieczory pokraczne, że ani nosa wyściubić na świat, ani się ludziom w tej swojej wyjątkowej pokraczności pokazać. Nie daj Boże wyjdź z domu, a każdy napotkany powie ci: ojej, coś źle z tobą, a ty jeszcze skłonna jesteś przytaknąć, a nawet dla dodatkowego, wymuszającego nadprogramową litość potwierdzenia, pokazać gargantuiczny pryszcz na nosie, o, popatrz, co mi się tutaj zrobiło. Smutek. Zapomnisz tego pryszcza, a wszyscy go będą potem pamiętać: tak, to był ten wieczór, kiedy B. była taka smutna i miała pryszcz na nosie. Lepiej nie wychodzić.