„Legalna Blondynka 2”, reż. Charles Herman-Wurmfeld
Film czerpie swoją siłę komiczną z dwóch źródeł, z których drugie jest tak naprawdę pierwszym, tyle że z dopływem - zrelatywizowanym. Po pierwsze, tytułowa blondynka postępuje jak osoba co najmniej naiwna, ubiera siebie samą i swojego psa idiotycznie, a ponadto jest dosyć ekscentryczna i bezkompromisowa w swoich gustach i przyzwyczajeniach – jest więc karykaturalną landrynkową modnisią o cielęcym spojrzeniu, a jak każda karykatura śmieszy. Przerysowana postać Elle Woods byłaby na miejscu u manikiurzystki w Bel Air, natomiast w Kongresie, w miejscu, gdzie pracują poważni ludzie, wywołuje żywy dysonans – i stąd też wynika drugi i ostatni rodzaj komizmu w tym filmie. Pozwolę sobie zdradzić, że film ten, po tym wszystkim, co pokazali jego twórcy, kończy się jak horror, po którym można się spodziewać, że będzie miał kontynuację.