Pani menedżer. Kostium, torebka, sznyt i szyk, samochód, obcas. Wraca z pracy. Kończy teoretycznie o siedemnastej, ale zanim dojedzie do domu... A po drodze jeszcze chleb, sera brakło, a inni jeżdżą jak pokopani, a znowu korek, a szef dziś wrzeszczał, a często-gęsto musi zostać kilka godzin dłużej. Ludzie kochani, co to za życie. W domu dwulatek. Spragniony mamy. Jest 18.30, za oknem ciemno, bo to zima. Jutro trzeba wstać o 6.30, a jeszcze trzeba przeczytać stos dokumentacji.