Mam 38 lat i 10-letnią córeczkę, obie chorujemy na astmę. Od kilku lat jesteśmy samotne, niedawno podjęłam decyzję, że spróbuję ułożyć sobie życie na nowo z odpowiedzialnym, opiekuńczym, ale też coś sobą reprezentującym człowiekiem. Moje oczekiwania i standardy są wysokie, bo nikt i tak nie dorówna mojemu mężowi. Sobie jak sobie, ale Darii muszę zapewnić opiekuna na najwyższym poziomie, co sobie powtarzam w obawie o naszą przyszłość i samodzielność. Wróciła mi wiara w życie normalne, gdzie rządzi przeznaczenie, nie wirtualne czy reżyserowane… Na krótko.