Przeczucie, że niedługo będę w Ubud, mieście na indonezyjskiej wyspie Bali rosło proporcjonalnie z ilością przeczytanych lektur. Książka Elizabeth Gilbert „Jedz, módl się, kochaj”, „Córeńka” Wojciecha Tochmana i „Indonezja, czyli kwiaty we włosach” Ewy Zagawy utwierdzały mnie w balijskiej obsesji. Książki różne, lecz spięte wspólną geograficzną klamrą, w której odbija się wielki, pełen sprzeczności kraj, zamieszkana przez duchy wyspa Bali i miasto, gdzie dźwięki gamelanu towarzyszą koguciemu pianiu.