Nie przegrywajmy walkowerem!
Mam 38 lat, daleko mi do emerytki, a jednak. Tak się czuję i trochę tak wyglądam, a moi rodzice i znajomi twierdzą nawet, że tak mówię i się zachowuję. I to jest najgorsze! Mąż odszedł, muszę sprzedać niedokończony dom w górach i zacząć wraz z trójką dzieci „karierę” w stolicy. To ja zezwoliłam mu realizować nieudaną pasję i snuć fantazje. Ja byłam od konkretów. Aż sam zaczął zauważać, że wyglądam gorzej niż własna teściowa. No i wymienił mnie na lepszy model. Bardzo bym chciała, żeby córki nie dały się omotać cukierkowym wizjom i naręczom kwiatów. Niech będą szczęśliwe, ale z ręką na pulsie. Niech nie zostaną, jak ja, wrakami kobiet przed czterdziestką, w pierwszej połowie życia!