Czy jestem córką marnotrawną?
Dla mnie bycie z ciężko chorym ojcem jest rzeczą naturalną. Codziennie odwiedzałam go w szpitalu. Ale dla ojca chyba nie, bo się rozpłakał, że jest zdziwiony i dumny, że ma tak wspaniałą córkę, że się nie spodziewał, że będę dzień w dzień przyjeżdżać, tracić czas przy jego łóżku, gdy mam własne życie, że on mi dziękuje za to poświęcenie, podczas gdy on nic mi w życiu nie dał. Jeśli ktoś się dziwi, że spędzamy z nim czas, pomagamy, to znaczy, że przedtem tego nie robiliśmy! Dobrze rozumuję? Patrzenie, jak dorosły człowiek płacze przeze mnie, jest czymś okropnym, to moja największa porażka. Czy byłam złą córką?