Jestem mamusią półtorarocznego Cyrylka. Samotną, w każdym bądź razie nadal za samotną się uważającą. Ojciec dziecka mówił, że nie dorósł, więc zamieszkałam z rodzicami. Nagle tatuś, co tatusiem być wcale nie chciał, oprzytomniał. Zaczął do mnie przemawiać jakimś obcym głosem, jakby w środku w nim siedział inny, nowy człowiek. Kiedyś wydawało mi się, że nie jestem w stanie wybaczyć - ani takiego umycia rąk od dziecka, ani picia, ani zasłaniania się młodością, żeby tylko umknąć odpowiedzialności... Zamieszkaliśmy jednak razem. Boję się, że on mnie ponownie wykorzysta i zostawi samą z problemami, gdy to "tatusiowanie" mu się znudzi.