Mój chłopak zdradził mnie ze swoją poprzednią. Od razu przyznał, co, jak, kiedy i dlaczego. W odwecie przespałam się z moim instruktorem. A teraz nie czuję nic. Jestem pusta. Niczego nie osiągnęłam. Przyznałam się do zdrady. On powiedział, że „wyzerowaliśmy licznik”, żałujemy i to powinno wystarczyć, żeby zmądrzeć na przyszłość. Od miesiąca nie potrafimy pójść ze sobą do łóżka. Mechanicznie żyjemy z dnia na dzień. Może gdybyśmy przestali udawać, że nic się nie stało, i dali sobie po mordzie, nasz związek wróciłby do normy? Co na to powiesz?