Mąż oznajmił, że ma kogoś. Kobietę młodszą, bez zobowiązań. Mimo to utrzymuje mnie, bo byłam kurą domową, bez środków do życia. Dopiero niedawno znalazłam pracę. Teraz wiem: nic nie jest dane na zawsze, trzeba być samodzielną i nie żebrać o chleb, gdy się zostaje samą. On nie chce rozwodu i nie chce się wyprowadzić, napisał, że mnie szanuje i ma dla mnie wdzięczność, jak dla starego auta, którym się już nie jeździ, ale pozbyć się żal, gdy się wspomni najlepsze chwile! Czuję się jak bezużyteczny wrak. Nie jestem już ani kobietą, ani człowiekiem, nie widzę żadnej przyszłości. Co będę robiła? Jak się nagle nauczyć myślenia wyłącznie o sobie, gdy nikt mnie już nie potrzebuje? Mogę tylko oddać się na złom!