Pornografia ekstremalna, realistyczna, domowa, seks ludzi starszych i zdeformowanych, nastolatków, tortury, zwierzęta... Zapytałam męża dlaczego ogląda aż tak odrażające rzeczy. Usłyszałam, że mam wąskie horyzonty, belferskie podejście i nie doceniam faktu, że inni faceci po prostu idą w miasto. Czy on mi robi łaskę swoją „wiernością”? Może jeszcze powinnam być mu wdzięczna? Wydaje mi się, że to, co robi mąż, kwalifikuje się już jako choroba, nałóg. Tymczasem zewsząd słyszę, że gdy mężczyzna ucieka w pornografię, to winna jest partnerka. Co mam zrobić, żeby przestał? Nasiusiać mu na twarz, żeby pokazać, jak jestem „wyzwolona”?