Raport z wyłączonego państwa
Był szósty stycznia, dzień Trzech Króli. Siedzę z moim synem w czerwonym autobusie. Odwożę go do małego miasteczka, w którym mieszka. Jakimś zrządzeniem losu autobus stawił się tam, gdzie powinien. Ale z dojazdem na dworzec był problem. Taksówkarze gnili w pierzynach, pani telefonistka stwierdziła, że pojazdu na konkretną godzinę zamówić nie można, gdyż święto. Zresztą, o całych tych Trzech Królach dowiedziałem się pędząc rano, jak zwykle, do kiosku po papierosy. Dobrze, że w domu zostały resztki tytoniu. Najlepsze skręty robi się z kart Pisma, nawiasem mówiąc.