"V jak Vendetta", reż. James McTeigue
Niestety reżyser James McTeigue (drugi reżyser Matriksów) i twórcy scenariusza, bracia Wachowscy, silą się na więcej. I wypinają pierś do orderu, na który nie zasłużyli. Tymczasem w zestawieniu z wielkimi antyutopiami literatury i kina, takimi jak Rok 1984 Orwella, Nowy, wspaniały świat Huxleya, My Zamiatina czy choćby genialnym filmem Brazil Terry’ego Gilliama, siekanina braci Wachowskich jest bezdennie, rozbrajająco wręcz głupia. I nie chodzi tu nawet o efekciarstwo, kopaninę, nadmiar eksplozji czy ogólny brak artyzmu. Rzecz w tym, że bezczelni twórcy Matriksa na siłę przyprawili swemu bękartowi gębę dzieła wybitnego, nawet nie próbując zmierzyć się z tematem.