Poznałam ideał. Już wszyscy rechoczą ze śmiechu? OK. Chłopak starszy – około trzydziestki, z pracą, co dziś rzadkie, poukładane równo w dobrze ostrzyżonej głowie. Adorował mnie, a było to trudne. Mieszkamy 180 kilometrów od siebie, on pracuje non stop (w ubezpieczeniach), ciągle do dyspozycji. Jednak odpowiednio często znalazł czas, żeby podjechać bez zapowiedzi z kwiatami czy zabrać mnie do restauracji. Zadurzyłam się. Niestety, w końcu wyszło szydło z worka.