Udaje ci się to z trzydziestokilogramową nadwagą? Na pocieszenie dodam, że nie jesteś w tym osamotniona. Żyjemy w czasach kultu kiełbasy. Świat kręci się wokół żarcia i zakupów. Czyż to nie są najprzyjemniejsze pory dnia? Pory jedzenia? A co między posiłkami? Droga grubasko, memłanie. Ciasteczko, batonik, kanapeczka, kaweczka ze śmietanką, ciasteczko, kabanosik, budyń, jogurcik i na szczęście już jest pora kolacji i można usiąść do stołu. Tu też cię pocieszę. Nauczyli cię tego memłania. Przyjrzyj się dzieciom na ulicy. O ile nie ma mrozu, one wciąż jedzą, memłają właśnie, chrupeczki, wafelki, ciasteczka, soczki, bułeczki, paróweczki o zgrozo. Cały czas ruszają swoimi małymi buziami. Jak masz dzieci, też pewnie co chwilę coś im dajesz do rączki i tak to się właśnie tworzy przyszłe grubaski. Nikt się nie rodzi z jedzeniem kompulsywnym, to choroba, która rośnie sobie powoli, a wychowanie daje jej pożywkę. Jasne, że można z tymi 30 kilogramami żyć i być kochaną i dobrze się z tym czuć. Jeśli ktoś nie widzi problemu, gdy nie może założyć skarpetek, podbiec do przystanku, lubi swoje fałdy tłuszczu, pod którymi odparza się skóra, pozacierane uda latem, drugą i trzecią brodą, wieczną zadyszką, zalewający pot i całą resztą łączącą się z nadwagą, to ja nic już nie piszę. Niektórzy żyją złudzeniami i wierzą w to, w co bardzo chcą wierzyć. Może jedynie dodam, że długo nie będziesz się cieszyła swoim szczęśliwym życiem i rodziną, bo zdrowa nie jesteś i jak nie wysiądzie ci wątroba, to serce albo inny narząd obciążony tłuszczem.