Mam dwie 12-letnie, świetne córki – Marysię i Ilonkę. Ilona jest adoptowana. Dziewczyny kochają się pomimo wielkich różnic, Maria rośnie na typową kokietkę, a druga to „chłopczyca”, która w siebie kompletnie nie wierzy, pomimo tylu sukcesów i, jak mi się wydawało, udanego życia w naszej kochającej się rodzince. Boję się, że swoje nieuzasadnione kompleksy przeciągnie w dorosłe życie i będzie miała problem z sięganiem po to, co jest jej całkowicie dostępne czy wręcz należne.