Wspaniały przedłużacz urlopu - to nie jest film, tylko bezwstydnie rozrywkowa wyprawa do krainy dzieciństwa - dyskotekowych przebojów i beztroskich klimatów wakacyjnych. Oto film, pod wpływem którego zaczyna się przewijać w głowie taśmę wspomnień lub spontanicznie pakować walizki. Mamma mia! to filmowy musical powstały na kanwie opartego na przebojach grupy Abba scenicznego show z 1999 roku.
Musical sklecony z gotowych przebojów? To ma nawet swoją fachową nazwę - jukebox musical. Przykładem podobnej roboty był wyświetlany niedawno w naszych kinach Across the Universe z kawałkami Beatlesów. Tam w półtorej godziny mogliśmy prześlizgnąć się przez ogrom dorobku supergrupy i usłyszeć nasze ulubione utwory w kompletnie zmienionych aranżacjach oraz wykonaniach. Tymczasem Mamma Mia! nie stara się odkryć w szwedzkiej fabryce przebojów żadnej nowej jakości. Jest jak karaoke, śpiewane przez mniej wprawne głosy. Bo należy tu zaznaczyć, że wszystkie piosenki wydobywają się z gardeł aktorów. I o ile Amanda Seyfried to przykład bardzo muzykalnej aktorki, to już Pierce Brosnan byłby aktorem bez poczucia żenady. Były James Bond potrafi niesamowicie wygrywać swoje stare emploi poprzez ostentacyjne ośmieszanie go. Zrobił to już raz w Kumplach na zabój, ale śpiewając S.O.S przeszedł samego siebie.
Historia o rozwiązłej matce i córce bez ojca idealnie zgrywa się z klimatem i przesłaniem piosenek Abby, które są lekkie niczym wypełnione helem baloniki, często o niczym. Szafują na przemian patosem i hedonizmem, traktując albo o nieszczęśliwej miłości, albo podrywie i dobrej zabawie. Film zarówno je cytuje i stara się oddać stan ducha w nich zaklęty, jak i dobrodusznie się z nich nabija. Doskonałe choreografie do Dancing Queen czy tytułowej Mamma Mia! to przykłady muzycznego kabaretu, który zarówno podrywa do tańca, jak i bawi do rozpuku.
Patrząc na to, co wyprawia w tym filmie Meryl Streep, po raz kolejny nie mamy wątpliwości: pewnie potrafiłaby zagrać zsiadłe mleko z żartu o egzaminach wstępnych do Filmówki. Ta kobieta - jakby nie było niemal sześćdziesięcioletnia - to istny dynamit i żywy dowód na to, że wiek nie musi ograniczać, aktorka bez granic. Jej kreacja zaś to obok nieśmiertelnych przebojów Abby i humoru na granicy pastiszu największa wartość tego widowiska i coś, czego nie wypada przegapić.