Wiem, jak cierpią moi znajomi, usiłując pogodzić karierę, marzenia, rodzicielstwo i nowoczesną mentalność. Zatrudniają sprzątaczki i nianie, pracują po 12 godzin w korporacjach, a przy nocnej kolacji dzielą się sprawiedliwie: jak jedno gotuje, to drugie zmywa. Ja i moja rodzina postanowiliśmy żyć „po staremu” z obawy przed wszelkim ryzykiem – utraty zdolności kredytowej, zdrowia, sił psychicznych przez oboje, kosztem dzieci.