Bezbłędnie odtworzono realia amerykańskiego dwudziestolecia. Gray i Khondji bajkowo wystylizowali obraz i zadbali o realizm. Mamy więc ucztę dla oczu. W miejsce cukierkowych wzruszeń dostajemy przejmujący portret nizin społecznych; klaustrofobiczny, duszny obraz Nowego Jorku, sprytną polemikę z amerykańskim mitem. „Imigrantkę” jednak trudno uznać za sukces Graya.