Obserwuję renesans diety doktora Dukana (zwanego Pierdukanem w pewnych kręgach). Parę lat temu stosowali ją wszyscy, a mój drogi przyjaciel napisał nawet książkę wespół w zespół z rzeczonym Francuzem. Śmiechu było co niemiara z tymi znajomkami na diecie, mówię wam. Jeden miał fazę proteinową, drugi jeszcze jakąś, trzeci dzień wolny, a wszyscy siadali przy jednym stole. Tylko napić się nie było komu.