Czterdziesiąt lat i dylemat
Zawsze słyszałam i czytałam, że dzieciaki, dorastając, stają się blade i melancholijne jak wampiry, trzeba je prowadzać do psychologów, wyrywać obcęgami kolczyki z nosa i pokazywać paluchem sensowne cele. Aktualnie obserwuję coś wręcz odwrotnego. To dzieci nas pouczają, podnoszą do pionu, podsuwają pomysły na życie bez nich, każą rzucać picie i palenie. To my, czterdziesięciolatki podtopione idealizmem książek czytanych kiedyś na tony, snujemy się po ulicach z głowami w chmurach i błędnym wzrokiem: co dalej, nasza klaso?