Chorobliwie, obsesyjnie boję się wojny. Może to wina babci, która bez końca relacjonowała mi swoje dzieciństwo, spędzone w bezpiecznej enklawie pod protekcją i w przymusowej, lecz bezkrwawej komitywie z Wermachtem w rodzinnym lesie? Może to moja kobieca natura, pozbawiona genu wojowniczki? Może przerażenie faktem, że można z kimś jeść i pić, a następnego dnia go zamordować pod wpływem indoktrynacji?