Na podwórku urządziła sobie zebranko „prężna wspólnota”, przejęta wyłącznie interesami swojej kamienicy. Podmiotem zebrania byliśmy my – lokatorzy oficyny. Jesteśmy żulią, marginesem i darmozjadami, wszyscy zalegamy z czynszem po kilka lat, a ONI muszą za nas wszystko płacić. I przez nas mieszkają na szczurach i karaluchach. Konkluzja zebrania: trzeba iść do gminy, niech dowali nam takie czynsze, żebyśmy się wreszcie wynieśli do kontenerów, gdzie nasze miejsce.