Nie wiem ostatnio, co zrobić. Sprzedają się u nas działki, pewnie zepsuje się krajobraz. Mamy niby nie straszyć przyjezdnych, nie psuć perspektyw. Ale przyjechał taki koleś z ojcem, luzaki, mają stary samochód, rozbili namiot przy zajeździe. Ten chłopak to MÓJ WODNIK! Patrząc na niego, czuję się jak jakaś obciachowa filmowa laska z amerykańskiej wiochy, która zakochała się w gostku z przyczepy. Czy mogłabym podejść i coś mu powiedzieć? Za tydzień pewnie wyjadą, nic sama nie wymyślę i będę żałować.