Przestały mnie dziwić dzieci, mieszkające w pokojach zasypanych zabawkami. Pragnienie wszystkiego, co oczy zobaczą, jest dla dziecka normalnym etapem rozwoju. Kiedy jednak widzę dorosłych, bez zastanowienia kupujących nowe rzeczy, zadłużających się, aby zdobyć kolejne dobro, to zastanawiam się, czy oby ci dorośli na pewno wydorośleli. Czy coraz droższe, większe, doskonalsze przedmioty uczynią z nas lepszych ludzi? Czy współczesna definicja szczęścia sprowadza się do rzeczy, w które obrastamy?