Pora to przyznać. Nieodwołalnie się starzeję. Przestałem być młody, gdyż młodych nie rozumiem. Przyglądałem się dzisiejszym dwudziestolatkom, tym zadbanym chłopakom w słynnych już spodniach-rurkach i dziewczynom z kwiatami wytatuowanymi na przedramionach. Siedzieli w kawiarniach i jeździli palcami po ekranach dotykowych. Wydali mi się obcy, jakby nie potrafili ze mną rozmawiać. Nie zrozumieliśmy się kompletnie, choć przecież wypowiadaliśmy się w tym samym języku. Można pomyśleć, że tym samym słowom nadajemy odmienne znaczenia. Po prostu, przed czterdziestką przeskakuje coś w człowieku. Zamykamy się na młodych, otwieramy na starych.