„Bogowie”, Łukasz Palkowski
Ten film już zawsze kojarzył mi się będzie z radością. Bo owszem, to „zwycięzca festiwalu w Gdyni” (najlepsze: film, scenariusz, główna rola męska, scenografia i charakteryzacja). Ale ilu (by wspomnieć lata 90. i tzw. „dwutysięczne”) z owych zwycięzców okazywało się filmami pretensjonalnymi, pół-amatorskimi, nieudanymi? Pamiętacie powracające wtedy pytanie: jak długo jeszcze termin „polskie kino” kojarzyć się będzie ze wstydliwą katastrofą? Otóż wydaje mi się, że najgorsze już za nami. Że krajowa kinematografia wychodzi „na prostą”. I, że „Bogowie” będą jednym z symboli tego przełomu.