Szefowa prosiła mnie wiele razy – nie pisz już, Marianno, o aborcji. Nie mogę się powtrzymać, bo ze złości chce mi się krzyczeć. Chwilami wydaje mi się, że to wszystko nie może przecież dziać się naprawdę. Pocieszam się: masz déjà vu, to wszystko już było, chwilowa szajba mózgu, zaraz będzie dobrze. A jednak to nie jest złudzenie. W Sejmie znów jacyś dewianci grzebią w ustawie antyaborcyjnej.