Oculus” spodoba się fanom horroru, ale wykraczającego poza ten krąg sukcesu mu nie wróżę. Może kilka (jeżeli nie kilkanaście) lat temu byłby prawdziwą rewelacją. Ale od kiedy cały gatunek zredefiniowali Japończycy (m.in. „The Ring”), od kiedy Hiszpanie nadali mu rangę sztuki („Sierociniec”, „Labirynt Fauna”, pierwsze „Rec”) nie musimy już przyznawać horrorom taryfy ulgowej. Mamy prawo do oczekiwań, których obraz Flanagana niestety nie spełnia.