Luc Besson już od przeszło piętnastu lat rozczarowuje swoich fanów. Niegdysiejszy twórca hitów takich jak „Leon Zawodowiec”, „Nikita”, „Wielki błękit” czy „Piąty element” uciekł z filmowego Olimpu, by budować własne francuskie Hollywood (czyli produkować komercyjne gnioty w rodzaju kolejnych części „Taxi”, „Transportera” itd.). Wydawało się, że to właśnie „Porachunki” pozwolą mu wrócić do najwyższej formy. Niestety: nic z tego.