Ile dzieci musi być regularnie karconych za nic przez własnych rodziców, ile przekupnych rodzin zastępczych trzeba przyłapać, żeby instytucje powołane do czegoś zaczęły po prostu… wykonywać swoją pracę. To znaczy: bronić najsłabszych przed tymi, którzy nie nauczyli się kochać, zamiast wyrywać ich z objęć rodzin może ubogich i niedoskonałych, lecz dających miłość. Może MOPS-y mają genetycznie spaczony węch?