Osiem lat samotnego siedzenia w ławce, proszę Państwa. Drugiego śniadania zjadanego samotnie, ukradkiem gdzieś w kącie. Przerw między lekcjami, spędzanych wyłącznie w towarzystwie książki. Nikt nie chciał mieć ze mną nic wspólnego. Byłam dziwadłem. Wyrośnięci krzepko półanalfabeci (niektórzy nie nauczyli się czytać do dziesiątego roku życia) wymyślali mi przeurocze przezwiska. Dwie tzw. koleżanki wynalazły świetną zabawę: brały mnie za ręce i nogi i zamykały w szkolnej toalecie. Bez światła. Raz czy dwa zrzuciły mnie ze schodów.