Jest we mnie tęsknota do życia wspólnotowego…
Nie wiem, jak możemy postrzegać człowieka i czy jesteśmy zdolni do wszystkiego. Pitcairneńczycy przypominają mi wiernych radykalnego Kościoła, którzy za cenę gromadomyślenia dostali ułudę szczęścia. Ta historia mogłaby się wydarzyć wszędzie, również na polskiej wsi, do której prowadzi jedna droga. Albo w wielopokoleniowej rodzinie, zmuszonej żyć w przyciasnym mieszkaniu. To historia trudnych relacji. Człowiek, nawet w komunie, chce zająć najwygodniejsze miejsce.