Nieustannie dochodzą do mnie sygnały o zapaści demograficznej w naszym wesołym kraju. Polki jakoś nagle zapałały niechęcią do rozrodczości. Co ciekawe, niechęć ta znika w momencie migracji do jakiegoś innego państwa odnoszącego się do macierzyństwa choćby z minimalną życzliwością. Mam tu na myśli zasiłki, dodatki rodzinne, a także dostęp do przedszkoli, opieki medycznej i innych cudności, których próżno wypatrywać nad Wisłą.