Na górze róże, na dole dołki…
Dawno, dawno temu, kiedy moja mama była jeszcze w podstawówce, miała najlepszą przyjaciółkę Kasię, nie rozstawały się prawie na minutę. Złożyły uroczyste ślubowanie, że jeśli będą kiedyś miały córki, nazwą je Anna i Diana – na cześć bohaterek „Ani z Zielonego Wzgórza”. Przeznaczenie dopomogło tym dziewczyńskim planom – ja i Diana przyszłyśmy na świat w odstępie 14 dni, jesteśmy spod tego samego Znaku i oczywiście od urodzenia przez prawie 20 lat, do matury, byłyśmy niemal nierozłączne, tak samo jak kiedyś mama i pani Katarzyna.