Tydzień temu moja dzielnica zmieniła się w piekło. Spokojny dotąd blok trzęsie się od muzyki, a od ulicy niesie się ryk, jaki wydawać może jedynie bydło pędzone na rzeź. W weekendy miastem niesie się łoskot imprez plenerowych, nie można też wejść do knajpy, gdyż pełno tam młodych ludzi z laptopami. Nie da się nawet zrobić zakupów w spożywczaku.