×

6

"Nauczyciel", Frank McCourt

By móc wykonywać ten zawód, trzeba mieć powołanie, siłę woli i dystans do świata. Nic dziwnego, że tylko największemu wrogowi jesteśmy w stanie życzyć: „Żebyś cudze dzieci uczył”. Nauczyciel – zawód stary jak świat – jednocześnie wspaniały i najmniej wdzięczny. To z nim swoje życie związał Frank McCourt – nowojorski nauczyciel z trzydziestoletnim stażem, autor autobiograficznej powieść „Teacher Man”. Postać ta jest bez wątpienia żywym wcieleniem profesora Keatinga, głównego bohatera powieści „Stowarzyszenie Umarłych Poetów”. McCourt umiał nie tylko zachęcić do nauki, lecz i rozbudzić w uczniach miłość do literatury. A że wiedział, o czym mówi, niech świadczy fakt, że to on właśnie jest autorem bestsellerowej powieści „Prochy Angeli”, za którą w 1997 roku otrzymał prestiżową Nagrodę Pulitzera.

Frank McCourt urodził się w Nowym Jorku w rodzinie irlandzkich emigrantów. Przez pewien czas mieszkał w Stanach Zjednoczonych, ale po nadejściu Wielkiego Kryzysu razem z rodziną wyjechał do ojczyzny. Do Stanów Zjednoczonych powrócił w wieku 19 lat. Zaciągnął się wtedy do armii, później pracował w dokach. Po ukończeniu Uniwersytetu Nowojorskiego zaczął pracę jako nauczyciel literatury i języka angielskiego. To właśnie wtedy zaczęła się jego wielka przygoda ze szkołą. W nagrodę za swoją pasję i zaangażowanie w 1976 roku McCourt został Amerykańskim Nauczycielem Roku.

W czym tkwiła tajemnica sukcesu Franka McCourta? Przede wszystkim w umiejętnym budowaniu zaufania między nauczycielem a uczniem. Mimo że brzmi to nieco banalnie, McCourt potrafił odpowiednio reagować w każdej sytuacji, będąc, kiedy trzeba, człowiekiem stanowczym, pobłażliwym lub wyrozumiałym. Ale nie nauczył się tego w jednej chwili. Jako świeżo upieczony belfer stykał się bowiem z problemami, z którymi nie zawsze potrafił sobie radzić. Nigdy jednak nie opuszczała go pewność, że to, czego się podjął, jest wielkim wyzwaniem i wielką odpowiedzialnością. Chciałem być dobrym nauczycielem – pisze McCourt. - Pragnąłem aprobaty, której mógłbym się spodziewać, gdyby uczniowie wracali do domu naładowani wiedzą z zakresu ortografii i słownictwa, bo wszystko to gwarantowałoby im lepsze życie. Ale mea culpa, nie wiedziałem, jak to zrobić”. Pomysły podsunęło samo życie. McCourt zauważył, że jego uczniowie potrafili być niezwykle kreatywni, kiedy chcieli wymyślić powód spóźnienia lub nieobecności w szkole. Pomysły, które przychodziły im wtedy do głowy, przypominały naprawdę dobre opowiadania, więc zamiast zmuszać uczniów do pisania nudnych wypracowań o literaturze angielskiej, McCourt zachęcił ich do pisania usprawiedliwień. Efekt przeszedł najśmielsze oczekiwania: „Jak mogłem zignorować ten skarb, te perełki literatury, fantazji, kreatywności, dewocji, litości nad sobą, te barwne opisy problemów rodzinnych, pożarów trawiących całe uliczne kwartały, te wszystkie dzieci i zwierzęta sikające na prace domowe, nieoczekiwane narodziny, ataki serc, wylewy, poronienia, rabunki? To była twórczość uczniów amerykańskiej szkoły średniej w swojej szczytowej formie – surowa, autentyczna, istotna, przenikliwa, zwięzła, kłamliwa”. Podobną metodę McCourt zastosował na warsztatach kreatywnego pisania. Jego uczniowie na każdym spotkaniu recytowali przepisy z książki kucharskiej, starając się nadać suchym recepturom brzmienie prawdziwej literatury.

Chociaż McCourt pracował z trudną młodzieżą, na jego lekcjach panował porządek i cisza. Może dlatego, że chętnie mówił o sobie, zdradzając nawet intymne szczegóły ze swego życia. Był poza tym szczerze zainteresowany problemami młodzieży, tym jak postrzegają świat, jakie mają marzenia i pragnienia. Interesowało go przede wszystkim życie, a literatura była do niego tylko dodatkiem. McCourt wychodził bowiem z założenia, że jeśli ktoś potrafi szczerze porozmawiać z innym człowiekiem, potrafi także napisać dobre opowiadanie.

„Nauczyciel” Franka McCourta to książka, którą chętnie przeczytają i uczniowie, i nauczyciele. Jest w niej bowiem coś, co pozwala optymistycznie spojrzeć na współczesną szkołę i odnaleźć w niej to, co najbardziej wartościowe: szacunek dla młodości i dla doświadczenia.
Dominik Sołowiej

Znawca i wielbiciel nowoczesnych technologii. Pisze o kulturze i sprawach społecznych, od lat namiętnie krytykując dobrą i złą literaturę. Miłośnik skandynawskiego kryminału, amerykańskiej science-fiction i polskiego reportażu. Autor ponad stu artykułów popularnonaukowych, wywiadów i analiz literackich. Na co dzień dziennikarz telewizyjny i trener rozwoju osobistego. Jak przystało na rasowego humanistę, trenuje boks. Uwielbia aromatyczną kawę i - od czasu do czasu - mocnego papierosa. W wolnych chwilach słucha Nicka Cave'a. A z malarzy ceni Velázqueza za dowcip!

Skomentuj

Komentarze (6)

  • kamalaska 18.03.2009, 00:04
    Czytałam jego książkę kilkadziesiąt czy kilkaset razy? Wspaniała satyra na Katolicyzm:D Świetny obserwator, świetny recenze... Więcej
    1
    1 | 0
  • alicja26 06.04.2010, 17:31
    Tak przyznaję,kasiążka świetna.po kilku stronach powtarza się cudowny czar 2 pierwszych części.gorąco polecam
    0
    0 | 0
  • rosean 01.06.2011, 16:31
    Ja pierwszy raz przeczytałam Prochy w 2007 roku i zaraz potem Nauczyciela. Gdy kończę książkę to zaraz zaczynam ją na nowo... Więcej
    0
    0 | 0
  • Martyna13 20.01.2013, 17:36
    Czytam teraz tą książkę. Jestem na 2 rozdziale a już podoba mi się ta książka. Niedługo kupię sobie "Prochy Angeli&quo... Więcej
    0
    0 | 0
  • gość 09.07.2013, 09:16
    Gdzie mogę kupić tą książkę, bo nigdzie nie mogę jej znaleźć. A może ktoś mi odsprzeda ?
    0
    0 | 0
  • Domi 09.07.2013, 09:17
    Gdzie mogę kupić tą książkę, bo nigdzie nie mogę jej znaleźć. A może ktoś mi odsprzeda ?
    0
    0 | 0
Trwa ładowanie...