0

Robią to i się nie wstydzą. Największe grzechy naszych gości

– Kolega męża wchodzi do domu i biegnie prosto do lodówki. – Zobaczyłam, jak znajomy wycierał nos w moje zasłony. – Dziwne trzaski z łazienki. Co oni tam robią? – Okazuje się, że kiedy przyjmujemy gości w domu,  dosłownie wszystko może pójść nie tak.

Amerykanie niechętnie przyjmują znajomych we własnym domu, wolą umawiać się na mieście. Jeśli zamiast na obiad w restauracji do domu zaprosi cię Chińczyk, to znaczy, że chce zacieśnić między wami więzi. W Polsce z kolei bardzo chętnie zapraszamy do swoich domów dalszych i bliższych znajomych oraz członków rodziny. Nic dziwnego, że ich zachowanie czasem może działać nam na nerwy.

Popołudniowy wieczór, Ania spodziewała się w domu wizyty teściów. Dzwonek, zamaszyste wejście, prezentacja nowej torebki, fryzury, opalenizny, wszystko zgodnie z planem. Kobieta, trzydziestosześcioletnia ekspertka od marketingu internetowego, spokojnie sadza gości na kanapie i idzie po herbatę. Z kuchni słyszy przeciągłe "szuuu, szuuu", dźwięk, który rozpoznaje od razu.

Teściowa jak gdyby nigdy nic otworzyła jej szafę i zaczęła przeglądać jej zawartość. – Nie wiem, jak o tym z nią rozmawiać – przyznaje. Zastanawia ją, że teściowa nigdy w żaden sposób nie skomentowała czystości w jej domu, ani razu nie dała jej do zrozumienia, że jest bałagan. – Z jakiego innego powodu chciałaby sprawdzać nasze szafki? – pyta Anna.

Okazuje się, że otwieranie szafek i szuflad przez osoby odwiedzające nasz dom jest dość powszechne. – Jestem pewna, że niektórzy robili to w mojej łazience – mówi Dominika. – Jestem dość pedantyczna, wiem, co i gdzie stoi. Potrafię się zorientować, kiedy ktoś bierze na przykład mój krem.

Łazienka to takie miejsce, w którym goście potrafią nieźle narozrabiać. Zostają tam sami i trzeba przyznać, że czasami zaczynają się czuć trochę zbyt swobodnie.

– Wyobraź sobie, że znajdujesz cudze włosy na swojej szczotce do włosów – mówi mieszkanka Krakowa. – Mam taką znajomą, która używa moich perfum. W zasadzie wie, że ja też o tym wiem, bo trudno to ukryć. Ale głupio mi powiedzieć, żeby przestała.

Robią to i się nie wstydzą. Największe grzechy naszych gości

Dlaczego inni tak chętnie szperają po naszych szafkach? Część jest po prostu ciekawa, ale powody bywają różne. – Gdy jestem u kogoś pierwszy raz, odruchowo sprawdzam czystość w kuchennych szafkach – przyznaje Paulina, pewna siebie trzydziestolatka, robiąca karierę w jednej z warszawskich korporacji. – Zwłaszcza w szufladzie ze sztućcami. Jeśli jest tam porządek, czuję się dużo bardziej komfortowo, gdy coś u kogoś jem. W knajpach kompletnie nie zwracam na to uwagi, ale u kogoś w domu owszem – wyznaje.

Szperanie, zaglądanie i co gorsza, korzystanie z osobistych przedmiotów, to nie wszystko, co potrafią robić zapraszani goście. Wielu moich rozmówców skarży się na to, że mimo wyraźnej prośby, inni palili u nich papierosy. – Milion razy prosiłem tatę, żeby tego nie robił. Nie odwiedza nas często, ale kiedy jest, po prostu wyjmuje paczkę przy nas i zapala – mówi trzydziestodwuletni Jacek z małej miejscowości pod Warszawą. Sam rzucił palenie cztery lata temu.

– Nasz znajomy często do mnie przybiega, jest triathlonistą, raczej nie korzysta z komunikacji miejskiej. Potem bierze prysznic, ale nie mam nic do tego – opowiada Agnieszka z Poznania. – Bardziej denerwuje mnie, kiedy ciągnie za ogon naszego kota. On uważa, że to oznaka sympatii i nie trafiają do niego argumenty, że zwierzę tego nie lubi.

Robią to i się nie wstydzą. Największe grzechy naszych gości

– Niezamykanie drzwi, kiedy ktoś korzysta z łazienki! – odpowiada zdecydowanie Monika z Mokotowa, gdy pytam o najbardziej denerwujące zachowanie jej gości. – To kilku znajomych mojego chłopaka, tylko facetów. Może są przyzwyczajeni do robienia tego publicznie, ale dla mnie to obrzydliwe – mówi.

Kiedy myślę, że już mnie nic nie zaskoczy, do dyskusji włącza się trzydziestodwuletnia Iza, mama dwójki chłopców. – Mnie nic nie przeszkadza. W ogóle tego nie zauważam – mówi. – Chodzi o to, że odkąd mam dzieci, często wpadają do domu z kolegami jak burza, wywalają wszystko z szafki pod zlewem, szukając papieru toaletowego albo wyjadają pół lodówki. Chyba dzięki temu nie zauważam, kiedy podobnie zachowują się dorośli.

Po chwili kobieta zmienia jednak zdanie. – Irytuje mnie, kiedy moi bezdzietni znajomi, którzy mieli przyjść na przykład na grilla o 16, czyli w czasie, kiedy dzieci są żywotne, ubrane i przygotowane do wizyty, spóźniają się na przykład o dwie i pół godziny. To całkiem zmienia sytuację, bo w międzyczasie moi chłopcy zrobią się zmęczeni i marudni. Denerwuje mnie, że ci, którzy nie mają dzieci, tak beztrosko podchodzą do sprawy spóźniania się – przyznaje.

Grzebanie po szafkach czy wyjadanie resztek z wczorajszego obiadu, kiedy nikt nie patrzy, to nic  w porównaniu z tym, jakimi historiami ze swoich domów podzielili się ostatnio Brytyjczycy na łamach portalu "Huffington Post". – Pierwszy raz, gdy zaprosiłem do naszego domu kolegę, żeby pograć w gry komputerowe, ten przeszedł przez pokój, w którym siedzieli rodzice i na ich oczach wysmarkał się w zasłony – mówi pewien nastolatek.

– Wpadł do mnie kolega i jego była już dziewczyna. Ona od razu poszła do łazienki po maszynkę, wróciła do jadalni i zaczęła "na sucho" golić swoje nogi. Przy wszystkich.

–  Moja rodzina jest bardzo gościnna. Rodzice często oferują innym, nawet obcym, na przykład nocleg u siebie. Raz zaprosili parę Niemców, którzy spali u nas przez kilka dni. Pewnego dnia goście poprosili moją siostrę, żeby dała im nożyczki i sznurek, zachowywali się przy tym bardzo tajemniczo. Po kilku dniach nie żegnając się z nikim opuścili dom. Ale kiedy wyszliśmy na zewnątrz, zobaczyliśmy sznurek przewieszony między drzewami przed domem i przypięte do niego słodycze. Była też malutka kartka z napisem "dziękuję" – opowiada jedna z osób. Okazuje się, że czasami goście mogą nas pozytywnie zaskoczyć.

Dlaczego inni zachowują się w naszych domach w sposób, który nas irytuje albo nawet szokuje? Każdy wyznacza granice intymności w trochę inny sposób, dla jednych krępujące będzie kichanie w towarzystwie znajomych, dla innych zamykanie drzwi łazienki będzie zbędną czynnością. Ma to również związek z wyczuleniem na tak zwaną sferę intymną, osobistą, społeczną i publiczną (według podziału Edwarda Halla), jaką każdy z nas buduje wokół siebie. Każda z tych sfer wiążę się z odległością, na jaką dopuszczamy do siebie innych ludzi i z każdą z nich wiążą się różne zachowania. O ile strefa intymna, najbliższa skórze, jest związana na przykład z czynnościami higienicznymi, to do strefy osobistej dopuszczamy rodzinę czy znajomych, na przykład podając im dłonie, czy przytulając.

Kiedy czujemy zdenerwowanie z uwagi na zachowanie innych osób w naszym domu, często może być to efektem różnic w wyznaczaniu granic intymności przez naszych gości. Co robić w takich sytuacjach?

- Ja zawsze mówię wprost, jeśli mi się coś nie podoba. Kiedy moje dzieci raczkowały, od razu kazałam wszystkim przychodzącym do mnie osobom zdejmować buty – opowiada Iza. Innym wyjściem jest przymknąć oczy na te małe niedogodności albo po prostu przestać zapraszać do siebie konkretne osoby. Wybór należy do was.

Skomentuj
Trwa ładowanie...