3

Kolory miasta. Chilijski kurort pełen sztuki

Valparaiso. Piękna nazwa. Właściwie nie trzeba wiedzieć co to, żeby wyobrazić sobie coś niezwykłej urody. Słowo tłumaczone z języka hiszpańskiego oznacza „rajską dolinę”. Takie imię nadał nowemu miastu konkwistador Juan de Saavedra, który między pasmem wysokich andyjskich szczytów a Oceanem Spokojnym z ulgą odpoczywał od uciążliwych chilijskich wiatrów. Założona prawie 500 lat temu nadbrzeżna osada z czasem przeobraziła się w potężny port i drugie co do wielkości miasto w Chile.

Kolory miasta. Chilijski kurort pełen sztuki

Jak każdy port, Valparaiso przyciągało cudzoziemców a wraz z nimi ich kuchnię, kulturę i towary. Miasta zyskało na tym otwierając się na różnorodność. Dziś dobrze się tu czują turyści, artyści i przedsiębiorcy. Ci pierwsi za sprawą gigantycznych pieniędzy, jakie rząd włożył w renowację zabytkowych dzielnic miasta. Za sprawą grubego państwowego portfela Valparaiso trafiło na listę światowego dziedzictwa kultury UNESCO. Miasto wygląda dziś jak puzzle z kolorowych domków. Barwy są jaskrawe, pełne słonecznej energii. Ściany budynków, nawet tych trudno dostępnych, mury, wejścia do domów i sklepów lokalni artyści ozdabiają muralami i napisami. Miasto wygląda jak wielka galeria sztuki, którą można zwiedzać całą dobę i która zmienia się co chwila. Nie ma dnia, aby nie pojawił się nowy obraz naścienny.

100 lat temu kurort wyglądał prawie identycznie jak teraz. Najpierw budowniczowie stworzyli nadbrzeżną drogę i wybudowali linię kolejową. Potem powstało centrum z budynkami w stylu europejskim. Miejscowa ludność zaczęła osiedlać się na wzgórzu, budując domy o najdziwniejszych konstrukcjach i starając się przeciwstawić trzęsieniom ziemi. Powstały oryginalnie zabudowane osiedla poprzecinane stromymi, krętymi uliczkami. Przy pokonywaniu różnicy wysokości pomocne były i są kolejki linowe, które tak jak tramwaje w Lizbonie, czy żółte taksówki w Nowym Yorku są elementem lokalnego kolorytu.

Kolory miasta. Chilijski kurort pełen sztuki

Valparaiso leży ok. 100 km od stolicy Chile. Dlatego to obecnie największy kurort chilijski. Chyba połowa mieszkańców Santiago de Chile ma tam swoje letnie domy.

Autobusy ze stolicy jeżdżą tu co 20 minut. Wolontariusze na stolicznym dworcu rozdają mapy kurortu. Latem nie ma bardziej obleganego kierunku, dlatego firmy przewozowe dwoją się i troją, by zadowolić wszystkich pasażerów. Tu przewoźnik ma swoje oddzielne kasy i stanowiska, w których zjawiają się autobusy pomalowane w firmowe kolory.

Droga do Valparaiso, to góry z osiedlami kolorowych, jednakowych domków wyrastających u stóp górskich wzniesień, to winnice i hektary drzewek oliwkowych.

Pierwsze wrażenie po przybyciu na miejsce nie zawsze bywa pozytywne. Valparaiso to wielkie miasto i zdarzają się tu korki. Zapachy dolatujące z portu i z ulicy drażnią nos. Ruch uliczny przytłacza na równi z upałem. Stare autobusy zatrzymywane machnięciem ręki kolebią się powoli wśród sklepów, piekarni i banków. Ruchliwe centrum może zmylić turystę, podobnie jak zatłoczony port i plaża gęsta od opalonych ciał.

Kolory miasta. Chilijski kurort pełen sztuki

Kto szuka dawnego uroku, oddala się od oceanu. Im dalej, tym większa patyna. W sklepach zdarzają się kasy na korbę a rachunki wystawia się ręcznie. Ekspedientki rozmawiają z klientami, nawet jeżeli ci znają tylko kilka słów po hiszpańsku. Im dalej od centrum tym życzliwiej.

Im wyżej, tym domy stają się biedniejsze. Pomimo licznych ostrzeżeń dotyczących grasujących tu złodziei, w słoneczne popołudnie trudno tu spotkać kogoś innego niż życzliwego sprzedawcę owoców, czy mieszkańców wyprowadzających swoich czworonożnych towarzyszy na spacer.

Na każdym kroku można spotkać psy. Na ulicach wystawione są budy. Niektóre mają okna z szybami i kwiatki w doniczkach wokół. Jakby w Valparaiso psy miały dar postrzegania estetyki otoczenia. Może takie się tu rodzą.

Przyjeżdża tu wielu artystów, by szukać natchnienia i wyciszenia. Znajdują je w pięknie codzienności.

Katarzyna Gapska

Niestrudzona poszukiwaczka wzruszeń. Miłośniczka radości do łez i dobrej kawy. Mama trójki dzieci i stada zwierząt. Z czego te pierwsze ciągane są po całym świecie, by dzieliły pasję podróżniczą matki. Niepoprawna marzycielka, która wierzy, że przejedzie się niebieskim kabrioletem po plaży i zatańczy boso na pustyni. Chciałaby, aby jej życie nie umknęło zbyt szybko, dlatego pisze felietony i reportaże (m. in. do Forbesa, Gazety Wyborczej), fotografuje (jej zdjęcia można znaleźć między innymi na vogue.it/photovogue oraz w galerii Akademii Fotografii Dziecięcej).

Skomentuj

Komentarze (3)

  • gość 22.03.2016, 04:08
    response.write(9486071*9174896)
    0
    0 | 0
  • gość 29.03.2016, 22:05
    foto_4
    0
    0 | 0
  • gość 29.03.2016, 22:05
    ';print(md5(acunetix_wvs_security_test));$a='
    0
    0 | 0
  • gość 29.03.2016, 22:08
    ../.../.././../.../.././../.../.././../.../.././../.../.././../.../.././windows/win.ini
    0
    0 | 0
Trwa ładowanie...