0

Dorosłe eurosieroty. Jak wpłynęła na nie nieobecność rodziców?

„Cześć tato. Mam już 11 lat. To cały rok, odkąd wyjechałeś i mnie zostawiłeś. A ja codziennie wącham twoją koszulę. Tę, która nie zmieściła ci się w walizce. Jeszcze czuję twój zapach i chociaż przez chwilę czuję, jakbyś był przy mnie. Każdego dnia tęsknię i czekam na twój powrót”. Dziś mam prawie 30 lat i już nie tęsknię. Nauczyłam się żyć z poczuciem pustki. Tak jak ponad 100 tysięcy innych dzieci, których rodzice musieli wyjechać. Jak nieobecność rodzica, który opuścił Polskę za chlebem, wpłynęła na dorosłe życie eurosierot?

Dorosłe eurosieroty. Jak wpłynęła na nie nieobecność rodziców?

„Wczoraj moja mama wyjechała do Holandii na miesiąc. Co mam robić, by o niej nie myśleć i żeby nie płakać?”

Według szacunkowych danych Ministerstwa Edukacji Narodowej w 2007 r. w kraju było ogółem ponad 89 tys. uczniów, których przynajmniej jeden z rodziców przebywał za granicą. W tej liczbie więcej niż 20 tys. doświadczyło skutków wyjazdu obojga rodziców. - Moja mama wyjechała, kiedy miałam 13 lat. Miała pojechać do Anglii tylko na kilka miesięcy, bo marnie zarabiała w Polsce. Nie dbała o siebie, nie było jej stać na dobre kosmetyki i kosmetyczkę. Ja wiem, że nie miała wyjścia… ja rozumiem, ale mam do niej żal. Ona tam korzystała z życia. Odżyła, zaczęła się dobrze ubierać i chodzić do fryzjera. Spotykała się z przyjaciółkami, a mnie miała gdzieś. Obiecała, że przyjedzie na moje urodziny. Nie mogłam się doczekać, dawno się nie widziałyśmy. Zaplanowałam, że ten dzień spędzimy razem – jakieś ciastko na mieście i kino. A ona kilka dni przed tym dniem zadzwoniła, że nie może przyjechać, bo trafiła się super okazja wyjazdu na wakacje z przyjaciółmi. A ona ma przecież prawo odpocząć, bo cały czas pracuje w fabryce czekoladek. Wpadła w szalone życie i oczywiście z kilku miesięcy zrobiły się lata – mówi dziś 25-letnia Marta. Ojciec Marka (28 lat) także miał pojechać na kilka miesięcy. – Chciał zarobić na remont mieszkania, bo nie było nas stać nawet na wymianę starych okien. Na początku starał się dzwonić trzy razy w tygodniu, obowiązkowo w niedzielę. Ale ciężko pracował i telefony zaczęły być coraz rzadsze, nawet te niedzielne, które stały się tradycją… Rozumiałem, że tyra po kilkanaście godzin. Jednak było mi przykro, bo nawet na święta nie przyjechał, bo dostał wtedy ekstra kasę. Oczywiście, przesyłał euro i okna zostały wymienione. Przy okazji wymieniona została też mama. Już nie pamiętam, jak to jest mieć ojca. 24-letni Adam przeszedł szybki kurs dojrzewania. - Gdy byłem w gimnazjum, ojciec wyjechał za granicę. Wszystkie jego obowiązki spadły na mnie. Niby ten jego wyjazd nie trwał długo, ale wydaje mi się, że przez te obowiązki szybciej dorosłem i przekonałem się, że być dorosłym nie jest łatwo. Na szczęście wrócił po planowanych kilku miesięcach, ale ja już nie umiałem być beztroskim nastolatkiem. Emigracja ojca zmieniła moje życie i mój charakter. W sumie teraz, to chyba jestem mu wdzięczny.

- Nie chciałabym oceniać rodziców, którzy wyjechali za tzw. chlebem. To bardzo trudny wybór, obarczony konsekwencjami zarówno po stronie dzieci, jak i dorosłych. Oczywiście podstawową kwestią jest to, na jak długo rodzice wyjechali. Konsekwencje takiej rozłąki mogą być różne - od problemów z poczuciem bezpieczeństwa przez zaburzenia więzi, które eskalują w dorosłym życiu na budowanie i kształtowanie związków – mówi psycholog dziecięca Karolina Bujak.

Wśród dzieci rodziców migrujących zarobkowo, pozostawionych bez opieki rodzicielskiej często rodzą się patologie.

„Z badań przeprowadzonych na zlecenie Rzecznika Praw Dziecka w 2008 r. wynika, że podczas nieobecności rodziców opiekę nad dziećmi najczęściej sprawuje: rodzic pozostający w kraju, najbliżsi krewni, najczęściej dziadkowie, starsze rodzeństwo, dalsi krewni, sąsiedzi lub osoby obce. Część dzieci trafia, niestety, do placówek opiekuńczo-wychowawczych”. 25-letnia Maria została sama. Oboje rodzice wyjechali zostawiając ją bez opieki. – To były piękne czasy. Starzy przesyłali pieniądze, a ja korzystałam z życia. Wydawałam na ładne, nowe ubrania, dobre kosmetyki i odlotowe imprezy. Przepijałam ich ciężko zarobione pieniądze. Harowali, ale jakoś musiałam sobie zrekompensować ich nieobecność i pustkę, którą mi zapewnili – mówi. Według statystyk 2007 roku aż 1299 dzieci w Polsce trafiło do domów dziecka lub rodzin zastępczych, bo rodzice przebywający za granicą przestali się nimi interesować. Badanie „Dziecko, rodzina i szkoła wobec migracji rodzicielskich: 10 lat po akcesji do Unii Europejskiej” zrealizowane dla RPD Wyższa Szkoła Nauk Społecznych Pedagogium wykazało, że jeśli chodzi o uczniów gimnazjów, to dziewczęta częściej deklarują sporadyczną konsumpcję alkoholu niż ich rówieśniczki z rodzin, w których oboje rodzice pozostają w kraju, a chłopcy częściej sięgają po papierosy, alkohol i pochodne konopi indyjskich.  27-letnia dziś Hania, po wyjeździe obojga rodziców została pod opieką babci. – Wstydzę się tego okresu w moim  życiu. Piłam, paliłam na potęgę. Raz babcia musiała przyjeżdżać po mnie do szpitala, bo straciłam na melanżu przytomność. Miałam kasę, rodzice przesyłali duże kwoty i dlatego miałam wielu znajomych.

Według psycholog Karoliny Bujak przepijanie pieniędzy na imprezach było i nadal jest bardzo popularne wśród eurosierot. Dzieci i młodzież mają dostęp do dużej gotówki, której nie żal wydawać na swoje przyjemności. W ten sposób zapełniają też pustkę po rodzicach i próbują sobie poradzić z tęsknotą. Często są zagubione, nie wiedzą, jak postępować. Brakuje im dobrej rady rodziców, którzy wtedy są dla nich jeszcze autorytetami. A niestety, kontakt bywa często bardzo ograniczony.

Dorosłe eurosieroty. Jak wpłynęła na nie nieobecność rodziców?

„Nie potrafię wejść w związek. Nie mogę przestać się zadręczać, że nie mogę go pokochać, bo on i tak mnie zostawi. Tak jak rodzice, kiedy wyjechali”

Patrycja, 26 lat, do tej pory nie weszła w poważny związek. – Każda relacja z chłopakiem kończyła się przez mój strach. Bardzo się bałam, że się zaangażuję, a on mnie opuści. Nie zniosłabym, gdyby znowu ukochana osoba mnie zostawiła. Nie dałabym rady pokonać tej pustki. Dlatego wolę być sama i nie cierpieć. 26-letni Paweł jest zły. Zły na zagranicę i na siebie. – Rodzice wyjechali do Irlandii jak miałem 10 lat. Mówili, że chcą mnie ściągnąć do siebie od nowego roku szkolnego. Ale mi w Polsce było dobrze, miałem tu swój klub piłkarski, swoich przyjaciół i ukochaną babcię, z którą zostałem. Nie chciałem tego wszystkiego zostawiać. Dlatego zbuntowałem się i nie uczyłem się angielskiego. Do tej pory nie mam podstaw, ponieważ nienawidzę tego języka. Dzięki temu, że się go nie nauczyłem, nie musiałem wyjeżdżać. Ale teraz mam kompleksy z tego powodu, ale nie mam już głowy do nauki… - Moi rodzice dalej są za granicą. To już 13 lat odkąd wyjechali z Polski. Ale mamy dobry kontakt i często do nich jeżdżę. Spędzamy razem wakacje i wyskakuję do nich na weekendy. Teraz już nie mam do nich żalu. Wiem, że tak musiało być i pogodziłam się z tym już dawno. Staram się nie myśleć, co straciłam przez ich nieobecność. Chcę wykorzystywać maksymalnie czas spędzany razem i mimo tego, że mam 28 lat, lubię się przytulać do mamy i leżeć z nią w łóżku, oglądać telewizję i jeść lody. To nasz rytuał. Przez to, że mamy nie było przy mnie, stała się moją przyjaciółką. Mogę powiedzieć jej wszystko, nawet to, co moje koleżanki mówią tylko rówieśniczkom. W sumie jej wyjazd naszej relacji zrobił dobrze, bo widzę, jak córki kłócą się z matkami. My tego uniknęłyśmy. To na kogo wyszłam, moje sukcesy i całą resztę zawdzięczam tylko sobie.

Trwa ładowanie...