0

Uśmiech stewardessy

Jesteśmy coraz mniej szczerzy w relacjach międzyludzkich. My Europa, bogatsza, wiecznie zapracowana i zestresowana część świata. Takie są moje odczucia, ilekroć wracam z dalekiej podróży.

Zdarzało mi się kilka dni temu lecieć samolotem z innego kontynentu. Po wielu dniach spędzonych w ciepłym klimacie, wśród życzliwych ludzi, szczerze zainteresowanych moją innością i niebieskimi oczami mojego dziecka, cieszyłam się, że na pokładzie też spotykam uśmiech. Urocze stewardessy witały wchodzących, błyskając białymi zębami spod umalowanych warg. Pochylały się nad kartami pokładowymi, jakby tylko one były w stanie odnaleźć na nich numer siedzenia. Wskazywały właściwy szereg foteli i dzielnie upychały bagaże nad głowami podróżnych.

Zwabiona ich uśmiechem poprosiłam o przysługę, chciałam zamienić miejsce.

- Tak, tak – sprawdzę możliwości – odrzekła jedna i pokołysała się na swoich długich nogach w kierunku biznes klasy. I już więcej się nie pojawiła.

- Zaraz zapytam – dam pani znać – powiedziała druga stewardesa, składając karminowe wargi w wystudiowany uśmiech.  Nie wróciła do mnie. Zajęła się panem dwa rzędy dalej. Był tej samej narodowości i potrzebował sporo uwagi, bo najwyraźniej był odwodniony. Obsługa musiała co chwilę przynosić mu szklaneczki z napojami. Nie mieli czasu zająć się kobietą z dzieckiem na ręku, czyli mną. Kiedy przycisnęłam dzwonek i zjawiła się kolejna stewardessa, wdzięcznie przechylając głowę, mrużyła oczy, maskując tym zniechęcenie.

- Przykro mi, ale musi Pani zapiąć dziecko pasami. Wiem, wiem, że śpi, ale są turbulencje. - Nie było jej przykro, że nie chce mi pomóc. Turbulencje na pokładzie są priorytetem.

Podczas ostatniego lotu miałam wrażenie, że uśmiech stewardess jest dodatkiem do komendy „zapiąć pasy”. Plastikowe kubki podawane były z oszczędną mimiką, jakby ten najwłaściwszy uśmiech, ten najbardziej wyćwiczony podawany był jedynie na początku i końcu lotu.

Stewardessy muszą być specjalnie szkolone z zakresu mimiki. Podejrzewam, że mają lekcje miłego uśmiechu na zaliczenie. Trudno rozróżnić panią z pokładu jednej linii lotniczej od drugiej. Wszystkie ładne, starannie ubrane i z identycznym uśmiechem, jakby ktoś seryjnie przypinał go do ich twarzy.

Tylko, że za tym uśmiecham nie ma ani szczerego zainteresowania, ani sympatii ani chociażby ciekawości. Jest profesjonalizm. Brrrr.

No cóż, trzeba się przestawić – pomyślałam. Jeszcze wczoraj na widok kobiety wchodzącej do autobusu z dzieckiem na ręku, pięć osób zrywało się ze swoich siedzeń, by ustąpić miejsca. Reszta pasażerów wyciągała szyje w kierunku dziecka, chcąc się do niego uśmiechnąć. Wszędzie wpuszczano nas bez kolejki. Przechodnie na ulicy widząc, że rozkładam mapę, pytali, czy mogą mi pomóc. Nie chcieli przy okazji niczego mi sprzedać, okraść mnie, ani obmacywać. Chcieli pomóc. W szczerym i prostym odruchu. Nie zdarzyło mi się jechać autobusem i z kimś nie porozmawiać. Choć dzieliła nas bariera językowa, zawsze znalazł się sposób, aby wymienić choć kilka zdań, powiedzieć jakiś komplement a na koniec wymienić uściski.

Kiedy wylądowaliśmy na wielkim, designerskim lotnisku w jednej z europejskich stolic, moje dziecko przyzwyczajone do uwagi przechodniów zaczęło przystawać przed siedzącymi w poczekalni osobami i uśmiechać się. W większości przypadków nie zostało zauważone. Podróżni z nosami w laptopach nie mieli czasu, ani ochoty, by spojrzeć na małego brzdąca, który szczerzy do nich niekompletne, mleczne uzębienie. Nie wszyscy muszą lubić dzieci, ale czy wszyscy muszą być aż tak zajęci? Nawet czekając na samolot ci ludzie byli w pracy. Połowa osób w poczekalni albo gadała przez telefon, albo pisała coś na swoich laptopach. Choć niektórzy siedzieli w grupach, nie słychać było rozmów.

W kolejnym samolocie stewardessy ukryły się w swoich ładnych uniformach chowając twarze za uszminkowany uśmiech.

W wielu firmach upodabniają się do siebie. Obowiązuje dress kod i standard zachowań. Zasady firmowe zaczynają przenosić się dalej. Przynajmniej ja mam coraz częściej wrażenie, że spotykam ludzi ukrytych za swoimi wizytówkami.

A szczery uśmiech, nawet ten odsłaniający krzywe uzębienie, jest nie tylko najzdrowszy, ale i najpiękniejszy. Będę go wciąż poszukiwać na ulicach.

Katarzyna Gapska

Niestrudzona poszukiwaczka wzruszeń. Miłośniczka radości do łez i dobrej kawy. Mama trójki dzieci i stada zwierząt. Z czego te pierwsze ciągane są po całym świecie, by dzieliły pasję podróżniczą matki. Niepoprawna marzycielka, która wierzy, że przejedzie się niebieskim kabrioletem po plaży i zatańczy boso na pustyni. Chciałaby, aby jej życie nie umknęło zbyt szybko, dlatego pisze felietony i reportaże (m. in. do Forbesa, Gazety Wyborczej), fotografuje (jej zdjęcia można znaleźć między innymi na vogue.it/photovogue oraz w galerii Akademii Fotografii Dziecięcej).

Poprzedni tekst autora:

Postanowienia a marzenia
Skomentuj
Trwa ładowanie...