1

Postanowienia a marzenia

No to zaczęło się odliczanie. Petardy wystrzeliły, jak co roku urywając parę rąk.  Gwiazdy różnego kalibru odśpiewały przeboje.  Kac  jak w każdy pierwszy dzień roku przywitał się z większością ludzkości mocnym kopniakiem w głowę, przypominając, że czas wstawać i rozpocząć nowe, lepsze życie. No bo przecież nowy rok musi być lepszy.

Wiedzą o tym specjaliści od marketingu serwujący w supermarketowych gazetkach promocję produktów dietetycznych  i wykupujących telewizyjne spoty antynikotynowych gum do żucia. Nie ma lepszego momentu na zerwanie z nałogami i złymi przyzwyczajeniami. Przynajmniej tak nam się co roku wydaje.

Lubimy myśleć, że tym razem nasza silna wola zadziwi nas samych upodobaniem do zielonej sałaty i codziennych biegów w błocie. Fitness kluby w pierwszych dniach stycznia sprzedają najwięcej karnetów a wyszukiwarki internetowe wypluwają przepisy na pasztet z fasoli i sałatkę z ogórka bez soli.

Postanowienia  a marzenia

Już pod koniec stycznia większość nowo nawróconych sportsmenek trzyma swoje karnety głęboko w szufladzie między czekoladowym batonikiem a paczką chipsów ziemniaczanych i bez specjalnej krępacji zaciąga się papieroskiem. Postanowienia noworoczne? Przecież nie da się ich wypełnić normalnemu człowiekowi! Normalny człowiek ma na głowie za dużo obowiązków i za dużo stresów. A jak są stresy, to trzeba sobie  zapalić i zjeść czekoladę.

Z postanowieniami noworocznymi jest według mnie trochę jak z obchodzeniem sylwestra. Ulegamy zbiorowej obsesji. Skoro wszyscy wokół piją szampana i strzelają z balkonów petardami, to też tak robimy. Tak na marginesie  - zawsze zastanawiało mnie, dlaczego 31 grudnia w sklepach są takie dzikie tłumy. Przy kasach stoją wózki zapełnione jedzeniem na co najmniej tydzień. A przecież chodzi tylko o jeden dzień wolny. Kto jest w stanie w ciągu jednej sylwestrowej nocy zjeść i wypić aż tyle?

Postanowienia  a marzenia

A może chodzi właśnie o to, że to ostatni moment na dogadzanie sobie, bo potem już tylko post i sport?

Większość ludzi pragnie być szczuplejsza i bardziej sprawna, ale wcale nie ma ochoty cokolwiek zrobić, aby się zmienić. Narzuca sobie reżim żywieniowo-treningowy i wytrzymuje kilka dni, bo nie odnajduje w tym ani przyjemności, ani satysfakcji (bo satysfakcja z zakwasów jest  raczej wątpliwa). Jedzenie i nieróbstwo daje na co dzień większą frajdę niż wysiłek.

No chyba, że mamy do czynienia z realizacją marzeń. Na Facebooku zaczepiła mnie koleżanka. Rok temu próbując otrząsnąć się z depresyjnego nastroju, zaczęła biegać. Nie po to, żeby schudnąć ani nie po to, żeby zostać wyczynową biegaczką, ale po to, żeby sprawić sobie przyjemność i chwilę pobyć sama ze sobą. Nie jest to łatwe, kiedy jest się mamą dwójki dzieci, ma się absorbującą pracę i dużo dodatkowych obowiązków na głowie. Udało jej się jednak wszystko poukładać. Minął rok, a moja znajoma ma za sobą start w kilku maratonach. Co więcej, ma szansę zostać ambasadorką znanej marki suplementów diety, organizującej ogólnopolskie zawody dla kobiet. Kiedy patrzę na jej zdjęcie, zaczynam się uśmiechać. Jej radość jest zaraźliwa.

Postanowienia  a marzenia

Moja znajoma niczego nie planowała. Po prostu odnalazła radość w tym, co robi. Zyskała nowe koleżanki, super sylwetkę i wielki apetyt na życie. Po kiepskim nastroju nie ma śladu.

Marzenia nie potrzebują daty i postanowień. Same przypominają o sobie. I jeżeli rzeczywiście chcemy je spełnić, to znajdziemy na to sposób. Nie będą potrzebne ani specjalne listy, ani drogie gadżety, ani szczegółowo rozpisany plan treningów. Nakręci nas nasza wewnętrzna motywacja. Możemy zaskoczyć sami siebie.

Moje tegoroczne postanowienia? Nie mieć postanowień. Będę robić  to, co lubię. Spróbuję znaleźć na to więcej czasu. Aż tyle i tylko tyle.

Życzę wszystkim spełnienia marzeń w 2014 roku.

Katarzyna Gapska

Niestrudzona poszukiwaczka wzruszeń. Miłośniczka radości do łez i dobrej kawy. Mama trójki dzieci i stada zwierząt. Z czego te pierwsze ciągane są po całym świecie, by dzieliły pasję podróżniczą matki. Niepoprawna marzycielka, która wierzy, że przejedzie się niebieskim kabrioletem po plaży i zatańczy boso na pustyni. Chciałaby, aby jej życie nie umknęło zbyt szybko, dlatego pisze felietony i reportaże (m. in. do Forbesa, Gazety Wyborczej), fotografuje (jej zdjęcia można znaleźć między innymi na vogue.it/photovogue oraz w galerii Akademii Fotografii Dziecięcej).

Poprzedni tekst autora:

Za dużo świąt
Skomentuj
Trwa ładowanie...